j o a n n a c o r a p h o t o g r a p h y

Sobota_30_czerwca 2012


Link 30.06.2012 :: 17:22 Komentuj (18)

Wróciłam. Krótko mówiąc: było cudoooownie. Nic nie daje takiej satysfakcji jak spełnienie jednego ze swoich marzeń: udało się na motocyklu objechać Polskę na około - wzdłuż granic i dodatkowo zahaczyć o Litwę.  Obiecałam relację z wyprawy więc oto i ona;) Miało być krótko ale za bardzo się rozpisałam. Na początek mapa ogólna:


Od razu zapowiadam, że Ci którzy szukają to zdjęć typu "motocykl na tle morza/gór/pagórków/łąk (niepotrzebne skreślić)" tu takowych nie znajdą. Takie zdjęcia owszem posiadam ale trafią do rodzinnego albumu:) Wybaczcie. Wolę pokazać krajobrazy, które w Polsce są dość mocno niedoceniane. Jak ktoś chce zobaczyć motocykl to proszę wpisać "VARADERO" w Google i w wyobraźni wstawić go w dowolne miejsce. Każdy dzień z reportażu będzie podzielony na dane z trasy, krótki opis i opinie o drogach, plus o architekturze, bo w paru miejscach warto o tym wspomnieć. Ostatnie zdjecia z danego dnia ilustrują drogi na tej trasie.

Może słów kilka o planach wypadu. Kiedyś tak jeździliśmy przysłowiowym palcem po mapie i wtedy właśnie narodził się pomysł żeby się wybrać motocyklem "gdzieś w Polskę", pod namiot. Tak bez zbędnego planowania, załatwiania noclegów i martwienia się o jutro. Pełen spontan z jedną wielką niewiadomą gdzie będziemy następnego dnia. Byliśmy już tak parokrotnie na Słowacji więc nie była to jakaś nowość. Ale weekendowy wypad to co innego niż dłuższy wyjazd. Od początku planowaliśmy być "samowystarczalni" - wozić spanie i gotowanie ze sobą, by podczas ewentualnego nocowania "na dziko" nie martwić się o nic. Stąd musieliśmy zabrać kilka niezbędnych rzeczy takich jak: śpiwory, materac, pompkę, namiot, kuchenkę gazową, garnki i naczynia. Przygotowania musieliśmy zacząć już wcześniej, żeby zgromadzić takie wyposażenie, które jest małe i przede wszystkim lekkie, a na dodatek da się rozsądnie rozlokować w kufrach. Z tego powodu np. zakupiłam statyw bez głowicy kulowej tylko dlatego, że mało ważył i miał mniej niż 42 cm żeby się do kufra zmieścił ( i tak mieliśmy przeciążony stelaż przy kufrach o 5kg). Zakładaliśmy z góry podróżowanie tylko w dzień i rozbijanie namiotu przed zmierzchem. Trasa była wymyślana ad hoc. Ja chciałam odwiedzić Bieszczady i to był punkt pierwszy w planie, a Daniel mazury i morze. Reszta miejsc była totalnie przypadkowa ale staraliśmy się żeby nie była to Polska centralna. Unikaliśmy też miast i terenów zabudowanych - motocykl turystyczny to nie jest miejski przecinak. Z kuframi posiadał wymiary 210 cm (długość) x 103 cm (szerokość) plus waga ok. 450 kg (łącznie z nami) więc manewrowanie tym w wąskich uliczkach i stanie w korkach nie należy do przyjemności w upalne dni, a w miastach jest to trudno ominąć. Dodatkowo wysokość siedziska kierowcy to 78 cm więc czyni to wycofywanie jeszcze trudniejszym. I jeszcze takie ogłoszenie parafialne: jako że przez większość trasy jaką pokonaliśmy było deszczowo to nie mam z niej zdjęć. Mam zwyczaj, że jak tylko zaczyna padać to aparat ląduje bez gadania w pokrowcu, bo nie wiadomo kiedy i jak zacznie się totalna ulewa. Relacja będzie uszczuplona o brakujące zdjęcia z tych deszczowych dni. Większość zdjęć była strzelana z motocykla więc jest jaka jest. Jeśli ktoś marudzi, że miałam ustawione takie, a nie inne parametry pozdrawiam i to odsyłam do TEGO zdjęcia:)

Dzień 1

Głogoczów - Mszana Dolna - Nowy Sącz - Gorlice - Dukla - Komańcza - Cisna - Ustrzyki Górne

Długość trasy: 288 km


Wyruszyliśmy na wschód dobrze nam już znaną trasą, którą rokrocznie pokonujemy i pokonywaliśmy już nie raz na motocyklu. Zaskoczenia nie było. Był za to ogromny uśmiech gdy tuż przed Komańczą na horyzoncie pojawiły się zielone pagórki. To taki "mój wyczekany" moment od którego jestem już mentalnie w Bieszczadach. Na miejsce docieramy w miarę szybko. Nocleg na polu namiotowym PTTK polecam - mają dość tanio i przy skrzyżowaniu szlaków na połoniny. Marzy mi się już od dawna wyjście na wschód lub zachód słońca w góry  ale znowu to nie jest  akurat TEN wyjazd, na którym byłoby to możliwe. Niestety z racji ograniczenia bagażu musiałam zostawić swoje buty trekkingowe w domu i zadowolić się sandałami. Z tym nie ma się co wybierać gdzieś dalej. Wieczorny spacer do Wołosatego i poranny we mgle w stronę Lutowisk musiał wystarczyć. Byle do jesieni.

Drogi: Małopolska ma okropne drogi. Nie wiem z czego to wynika: czy tych wsi jest za dużo czy nie ma pieniędzy. Drogi krajowe są zadbane ale pozostałe bardzo słabej jakości. Podkarpacie nie lepsze. Droga od Dukli do Komańczy to jedna wielka szachownica. Później dopiero miłe zaskoczenie - nowy asfalt położony został na odcinku Komańcza - Cisna.  Ruch jest tu niewielki co daje naprawdę niezłą frajdę z pokonywania tych zakrętów (i jednej serpentyny pomiędzy Wetliną, a Ustrzykami). Brakuje wymalowanych linii i krawędzi jezdni więc często pojazdy "ścinają zakręty". Dodatkowo wiele jest "ślepych zakrętów" i zwierząt gospodarskich poruszających się po jezdni, a w sezonie turyści więc duże prędkości nie są wskazane.

Architektura: Na syf w małopolskim krajobrazie można narzekać i narzekać, a i tak będzie to temat niewyczerpany.  Zabudowa wychodzi za wysoko na pagórki i jest bardzo rozproszona. Nie jest to ani ładne ani praktyczne ale każdy chce mieć ładne widoki z okna więc rynek jest napędzany dalej. Przykre. Bieszczady póki co pozostają dzikie i żyją własnym tempem. Wsie są tu bardzo małe, czasem są to skupiska paru domów, czasem tylko dwa znaki drogowe bez żadnej zabudowy. Brakuje wypracowanej architektury regionalnej co jest konsekwencją burzliwych losów ludzi na tych terenach. Są za to nieudolne próby wprowadzania stylu zakopiańskiego i w samych Ustrzykach sporo tymczasowych budek otwieranych sezonowo. Ani jedno ani drugie nie jest z korzyścią dla Bieszczad.


Dzień 2

Ustrzyki Górne - Lutowiska - Ustrzyki Dolne - Sanok - Rzeszów - Nisko - Kraśnik - Lublin - Uhnin - Dębowa Kłoda

Długość trasy: 417 km


Ja zerwałam się bladym świtem bym z aparatem pochodzić po okolicy, a Danielowi było dane pospać 3h dłużej. Zebraliśmy się w miarę szybko. Po rzuceniu okiem na mapę stwierdziliśmy, że kolejny nocleg wypada w okolicach Lublina ale pojedziemy tam nieco naokoło - przez Rzeszów, by zrobić zdjęcia terenu, na którym robię dyplom. GPS próbował nas kierować przez Solinę ale nie z nami te numery. Dobrze wiemy, że most łączący wieś Rajskie z Sękowcem nie istnieje więc pojechaliśmy przez Ustrzyki Dolne i Sanok. Wjeżdżając do Ustrzyk cały czas tłukły mi się gdzieś w czaszce słowa piosenki KSU: "Ustrzyki to stolica Bieszczad jest. Ustrzyki niech nam żyje W.R.B.!". Słońce grzało dość mocno więc zdecydowaliśmy się na podróż bez kurtek. Kremem do opalania posmarowałam się "po łebkach" więc mam za swoje i powróciłam znowu do mojej ulubionej wakacyjnej opalenizny: spalony kark i szyja oraz odbita koszulka. Ostatni rzut oka na bieszczadzkie wzgórza, do których prawdopodobnie wrócę jesienią, i wjeżdżamy na tereny rolnicze równinne środkowej Polski. Tu krajobraz bardzo monotonny z długimi prostymi odcinkami dróg będącymi alejami. Korzystając ze świetnej pogody chcemy jak najszybciej przejechać te tereny gdzie horyzont kończy się na linii najbliższych drzew. Zaczyna nieco kropić więc aparat ląduje w pokrowcu. Wjechaliśmy do Lublina z zamiarem odwiedzenia starówki ale po parunastu minutach stania w korku ze spalonymi karkami darowaliśmy sobie. Akurat trafiliśmy na godziny szczytu;/ Ruszyliśmy w stronę Poleskiego Parku Narodowego gdzie liczyliśmy na szybkie znalezienie noclegu. Niestety nie było to takie proste. Przez ten teren akurat przed parunastoma minutami przeszła ulewna burza z gradem i kilka dróg było zablokowanych, a linie energetyczne zerwane więc mało kto potrafił nam "z głowy" polecić coś konkretnego i jeździliśmy w kółko kierowani na objazdy przez pracujących strażaków. W końcu Białka w gminie Dębowa Kłoda okazuje się naszym miejscem docelowym. Jak tylko rozbijamy namiot znowu przychodzi gwałtowna burza ale na szczęście nie trwa długo. Na atrakcje nie możemy narzekać. Namiot zdaje egzamin ze szczelności, a starszawy opiekun pola namiotowego z sympatyczności:) Jak wyjeżdżaliśmy nie mogliśmy się śmiechu pozbierać z jego pożegnania z charakterystycznym zaciąganiem: "To rumak już oporządzony?"

Drogi: Bieszczadzkie tereny są mało zaludnione, a drogi posiadają liczne zakręty więc jest to bardzo przyjemna i malownicza trasa do pokonywania ze spokojną prędkością pozwalającą na rozglądanie się dookoła. Droga pomiędzy Ustrzykami Dolnymi, a Górnymi warta polecenia. Na równinach już tak widokowo nie jest aczkolwiek te długie aleje wzdłuż drogi też mają dużo uroku. I co dziwne dla mnie było - jest tu zwyczaj oznaczania wszystkich zakrętów jako "uwaga ostry zakręt". Nie raz widziałam to zdziwienie Daniela gdy przykładnie spowalniał, a okazywało się, że to tylko lekkie odbicie 5 stopni w którąś ze stron. Warto też wspomnieć, że kierowcom jadącym z naprzeciwka brakuje wyobraźni przy wyprzedzaniu. Nawet widząc motocykl wyprzedzają, ale nie zdają sobie sprawy z jaką prędkością się on porusza więc kilkukrotnie zjeżdżaliśmy prawie na pobocze by ich uniknąć. 

Architektura: We wsiach bieszczadzkich dominantę w krajobrazie stanowi zazwyczaj wieża kościoła bądź cerkwi. Ładnie to się komponuje z układem w dolinie i zielonymi wzgórzami ponad. Okolice Sanoka posiadają już własny styl regionalny i niektóre zachowane obiekty można z łatwością spotkać we wsiach. Równiny już cechują się innym układem urbanistycznym niż południowo-wschodnia cześć kraju. Tam często występują tz. wsie-ulicówki albo kilka zagród połączonych drogą z ważniejszym ciągiem komunikacyjnym.


Dzień 3

Dębowa Kłoda - Międzyrzec Podlaski - Siematycze - Bielsk Podlaski - Białystok - Augustów - Suwałki - Sobolewo

Długość trasy: 335 km


Dzień nie zapowiada się ładnie - ołowiane chmury wiszą nad jeziorem ale nam taka pogoda nie straszna. Ruszamy na północ w kierunku Suwałk. Krajobraz nadal pozostaje rolniczo-monotonny. Postoje robimy w iglastych lasach pełnych poziomek i borówek, ja z tego korzystam, Danielowi się nie chce zbierać i leniuch liczy na mnie:) Gdy rozpogadza się całkowicie jesteśmy dobrej myśli ale zaraz przed Białymstokiem zmuszeni jesteśmy do założenia przeciwdeszczówek i podróżowania w strugach deszczu. I znowu aparat w pokrowcu, a zwiedzanie miasta wypada z planu dnia. Noclegu szukamy w okolicach Wigierskiego Parku Narodowego i udaje się to nawet bezproblemowo - nasz namiot stał ok. 4 m od brzegu jeziora Wigry. Mazury witają nas deszczowo i pochmurno. Rozbawił nas pracownik pola namiotowego - taki wesoły dresik. Zadaliśmy mu pytanie czy możemy się rozbić dowolnie czy ma jakieś sugestie co do wyboru miejsca. Biedak dumał patrząc na puste pole namiotowe gdzie nas ulokować, "bo jak mu jakiś camper przyjedzie to będzie miał problem". Myśleliśmy, że żartuje ale na jego twarzy malowało się skupienie:)  

Drogi: Droga tranzytowa na Białoruś może i ma dobrą (niełataną) nawierzchnię ale posiada też kolosalne koleiny (takie że przekrój drogi wygląda tak: -uu--uu----uu--uu-) i grubo smołowane spoiny, zarówno poprzeczne jak i podłużne. Po ulewnym deszczu w koleinach stała woda, a spoiny były bardzo śliskie. Rezygnujemy z wyprzedzania i spokojnie jedziemy za tirami obryzgującymi nas wodą. To tylko paręnaście kilometrów.

Architektura: Sympatyczne te wioski wzdłuż drogi. Ludzie siedzą na ławeczkach przed domami i sprzedają owoce i warzywa. Większość budynków regionalizujących posiada regionalne ornamenty w postaci rzeźbionych okiennic i szczytów dachów. Praktycznie w co drugiej zagrodzie gniazdują bociany, których jest w tych okolicach naprawdę sporo:)


Dzień 4

Sobolewo - Sejny - Lizdijaj - Kalvarija - Simnas - Igilanka - Marijampole - Szypliszki - Gołdap - Stańczyki - Kruklanki - Giżycko - Kętrzyn - Mrągowo

Długość trasy: 385 km


Rano całkiem się rozpogodziło i mazury pokazały swoje piękniejsze oblicze. Przy śniadaniu krótka wymiana zdań:

"- Litwa jest blisko. Byłaś kiedyś na Litwie?

- Nie, a ty?

- Też nie. To na co czekamy?"

Jedziemy najpiękniejszą chyba trasą na jaką podczas tej podróży udało nam się trafić - przez Suwalski Park Krajobrazowy. Ukształtowanie terenu zupełnie się zmieniło: równiny ustąpiły miejsca niewielkim pagórkom porośniętym zbożami i trawami, a gdzieniegdzie zabudowa lub jeziora. Białe obłoczki dodawały sielskości. Nie spieszy nam się na Litwę ale tam również podobne widoki nas czekają, jak nie piękniejsze. Zwiedzamy jeden ze schronów pancernych, a potem naszym starym zwyczajem zjeżdżamy na szutrówkę, by poznać Litwę od tej mniej uczęszczanej strony. Wracamy do Polski kierując się na Stańczyki i wspaniałe wiadukty kolejowe będące pozostałością po Magistrali Kolejowej łączącej niegdyś Prusy z Królewcem. Wiem, że się powtarzam ale widoki naprawdę wspaniałe. Miejscowi nazywają to "mazurskimi Bieszczadami" ale mi bliżej do określenia tego jako "polska Toskania" - takie niewielkie pagórki z zagrodą na szczycie i otoczone drzewami z aleją doprowadzającą od głównej drogi. Sielanka. Pięknie musi to wyglądać gdy słońce zachodzi i wszystko oświetla pomarańczowym światłem. (Przykro mi to stwierdzić ale moje zdjęcia nie oddają tej atmosfery). Jeszcze wieża widokowa w Gołdapi i zaczynamy szukać noclegu w sercu mazur. Drogo tu strasznie i wszystko przygotowane pod niemieckich turystów, których poza sezonem przyjeżdża tu naprawdę wiele. Na nocleg lądujemy w Mrągowie i gdy tylko udaje nam sie rozłożyć namiot zaczyna padać. Tak, znowu pada:)

Drogi: Bez rewelacji ale bardzo malowniczo położone. Gdybym miała wybierać najpiękniejszą trasę po Polsce byłby by to Bieszczady i właśnie północno-wschodnia Polska. Dużo otwarć widokowych i tras prowadzonych po grzbietach pagórków. My trafiliśmy na dość mocny wiatr utrudniający nieco jazdę - szczególnie na Litwie dało się to we znaki. Droga po polskiej stronie pomiędzy Gołdapem, a Giżyckiem w remoncie i dużo odcinków z ruchem wahadłowym albo w bardzo kiepskim stanie. Na mazurach w miejscowościach turystycznych dużo rowerzystów i pieszych płątających się po drogach.

Architektura: Po raz kolejny przekonuję się że bieda konserwuje bardzo dobrze. Zagrody bardzo malowniczo rozlokowane z naturalną kolorystyką (eternit wbrew ekologii starzeje się ładnie). Wsie po Litewskiej stronie zwarte i bardzo jednolite, otoczone niskim płotem (polskie bardzo podobne jak nie identyczne). Zero jaskrawych tynków i reklam przy drogach. Na mazurach już pojawiają się budynki z murem pruskim. Pełna prostota - prostokątny rzut i dwuspadowy dach. Chętnie tu wrócę, bo ponownie nacieszyć oczy takimi widokami.


Dzień 5

Mrągowo - Olsztyn - Dobre Miasto - Elbląg - Malbork - Nowy Dwór Gdański - Stegna

Długość trasy: 248 km


Po wieczornym deszczu nie ma śladu. Ruszamy z grupą austriackich motocyklistów nowym odcinkiem DK 16 i sporą część trasy pokonujemy wspólnie, rozdzielając się dopiero w Olsztynie. Teren na powrót stał się mniej fałdowany. Warmińskie miasta z cegły i dachówek w otoczeniu zieleni i białych obłoczków prezentują się bardzo dostojnie. Wjeżdżamy na Żuławy i kierujemy się na Malbork w którym poświęcamy 3h na zwiedzanie (parking 25zł, bilet normalny 39zł, ulgowy 29zł [sic!!!]). W planach mamy jeszcze most w Tczewie ale niestety pomimo tego, że był to punkt obowiązkowy w tym dniu darujemy go sobie. Zwiedzanie zamku wykończyło nas totalnie (mieliśmy przewodniczkę, która recytowała z pamięci;/) i kierujemy się od razu na Stegnę. (Żuław musisz mi to wybaczyć. Innym razem. Naprawdę...) Morze pochmurne i szare ale właśnie taki Bałtyk lubię najbardziej.

Drogi: DK 16 cały czas się buduje. W oddanych do użytku odcinkach można spokojnie sunąć ponad 120 -140 km/h. Warmińskie i Żuławskie drogi z alejami wymagają nieco więcej uwagi: liczne drzewa w skrajni i "ślepe zakręty". Warto wspomnieć o zwierzętach gospodarskich: Warmia i Mazury to chyba stolica polskiego mleczarstwa więc przy drogach są informacje w jakich godzinach odbywa się spęd bydła na pastwiska. Niejednokrotnie krowy mają oddzielną trasę do zagrody przy drodze ale w małych miejscowościach chodzą po drodze.

Architektura: Zamek iście pocztówkowy. Z racji tego, że już w Malborku zaczyna padać aparat ląduje w pokrowcu i nie mam możliwości sfotografowania paru naprawdę interesujących domów podcieniowych z muru pruskiego na Żuławach. Odsyłam tutaj do archiwum bloga Żuława gdzie znajdziecie sporo interesujących zdjęć z tego regionu - zarówno architektury jak i życia codziennego. Ilość reklam na poboczach powoli się zwiększa by nad morzem zaatakować już z pełną mocą.


Dzień 6

Stegna - Mikoszewo - Gdańsk - Władysławowo - Hel - Puck - Dębki

Długość trasy: 205 km


Po noclegu w Stegnie przez prom ruszamy na Gdańsk. I znowu pogoda daje niesamowity spektakl: silny wiatr na zmianę przegania po niebie to niebieskie obłoki, to ciemnogranatowe chmury burzowe. Nie powiem ale jest to moja ulubiona pogoda nad morzem. Opalania szczerze nie znoszę, a takie warunki są idealne do zdjęć:) W Pucku dopada nas ulewa i zakładamy przeciwdeszczówki, które ściągamy dopiero na Helu. Zwiedzamy Muzeum obrony Wybrzeża - gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę łazić z ciekawością po bunkrach to chyba bym go wyśmiała. Daniel, który zawsze w bagażu podręcznym miał latarkę czołówkę był zachwycony, bo większość obiektów była otwarta i spokojnie można wejść do środka, a własne światło było jak znalazł. Wracamy z mierzei i kierujemy się na Dębki. Kaszuby bardzo malowniczo wyglądają z tymi burzowymi chmurami. Ciekawe zjawisko trafiło nam się po drodze: jadąc pod słońce zaczął padać deszcz i wtedy znaleźliśmy się w pomarańczowej mgle, a wokół nas parę tęczy. Tak... aparat w pokrowcu... Wieczorem na campingu z pięknych chmur rozpadało się na dobre.

Drogi: Tereny nadbrzeżne pełne są turystów, którzy niespodziewania potrafią wyjść na jezdnię. Wiatr na mierzei jeszcze nie był uciążliwy ale przy wietrznej pogodzie może być ciężko. Drogi jak na trasy o mniszej kategorii całkiem w porządku. Przejazdy kolejowe dość problematyczne ze słabą widocznością.  

Architektura: Troszkę się zawiodłam na tym obszarze. Spodziewałam się lepiej zachowanych obiektów regionalnych ale było ich jak na lekarstwo. Dawne budownictwo szumnie ogłaszane non stop w nazwach przydrożnych restauracji i zajazdów (Kaszubska Chata, Młyn Kaszubski) zostało wyparte przez paskudne domki typowe. Resztki murów pruskich malowane są na jaskrawe kolory nie wiadomo po co. W miejscowościach turystycznych wysyp nowoczesnych apartamentowców o różnej estetyce. Hel pozytywnie zaskoczył: nawet blaszane garaże malowane są w udawany mur pruski. Zapewnia to jakąś jednolitość mimo, że to totalna prowizorka.


Dzień 7

Dębki - Choczewo - Wicko - Słupsk - Koszalin - Nowogard - Starogard Szczeciński - Kobylanka

Długość trasy: 353 km


Dębki będę źle wspominać. Drogo nas wyszedł camping (60zł), potem rozbiłam okulary. Jest to o tyle śmieszne, że złożyliśmy je z namiotem:) Głupota nie boli ale 300zł w plecy znowu jestem. Wieczorny deszcz nie przestał padać i poranny spacer nad morzem w deszczu padającym poziomo i wszędobylskim piaskiem nie należał do najprzyjemniejszych. Aparat w tym dniu nie zobaczył już nic więcej. Wiatr był bardzo silny i cała droga "na plecaczek" zmęczyła nie tylko mnie. W Słupsku wichura podczas naszego przejazdu musiała uszkodzić linię energetyczną, bo nagle zgasła cała sygnalizacja świetlna w mieście.

Drogi: Bardzo silny wiatr z deszczem utrzymywał się przez całą trasę i cytując klasyka "miotał jak szatan"  450 kg motocyklem. Jak to Daniel określił "cały czas jechałem w pochyleniu jakby to był zakręt". Efekt taki, że po drodze nie spotkaliśmy żadnego motocyklisty. Taka prawidłowość: u nas (w Małopolsce) nie oznacza się ostrych zakrętów, bo każdy wie że jak się objeżdża górkę na około to musi się on pojawić, a na Pomorzu nie oznacza się gwałtownych porywów wiatru z bocznych stron, bo również są one oczywiste. Drogi średniej jakości, pełne łat i drzew w skrajni. Mokra nawierzchnia i silny wiatr nie pozwalają na szybkie przemieszczanie się ale podczas pogodnego dnia wrażenia z jazdy byłby zupełnie inne.

Architektura: Domki typowe i nadmorskie budyneczki letniskowe rozpanoszyły się tu na dobre. Pełno budek z jedzeniem otwieranych sezonowo (więc podczas naszego przejazdu jeszcze nie czynnych) dających efekt totalnego bałaganu. Reklamy na każdym kroku i mnóstwo plakatów. Wsie nieco bardziej oddalone od wybrzeża prezentują się już lepiej: bardziej zwarte i poukładane. Kolorystyka stonowana aczkolwiek zdarzają się i "radosne twórczości właścicieli" w postaci jaskrawego tynku.


Dzień 8

Kobylanka k/ Stargardu Szczecińskiego - Pyrzyce - Gorzów Wielkopolski - Świebodzin - Sulechów - Sława

Długość trasy: 243 km


Pogoda w końcu się zmienia i motocyklistów od razu więcej na drogach. Nizinne tereny chcemy jak najszybciej pokonać - nie przepadamy za tą monotonią. Zatrzymujemy się na postojach w świerkowych lasach, bez zwiedzania jakichkolwiek miejscowości. No ale mamy okazje zobaczyć pomnik: kiczu, bezguścia i marketingu jakim jest Aragorn ze Świebodzina. Zdegustowana jestem i tyle. Na nocleg jedziemy do Sławy, w której byłam już kilkakrotnie na Kongresach Brydżowych. Nie planowałam tego - samo tak wyszło. Dziwnie tu być bez tego całego zgiełku i poza sezonem. Sporo dobrych wspomnień wraca ale nie będę się rozczulać, bo to nie miejsce na sentymenty:)

Drogi: Mamy okazję przejechać nowym odcinkiem S3 , który cały czas się rozbudowuje. Szybko i sprawnie pokonujemy odcinek pomiędzy Pyrzowicami, a Gorzowem. Później trasy tranzytowe prowadzą przez mniejsze miasteczka więc wszystkie tiry tłuką się przez centra tych miejscowości i jest to dość powolne, już nie mówiąc o wyprzedzaniu. Sporo tu dużo przejazdów kolejowych bez szlabanów ze słabą widocznością (większość nie użytkowana). Aleje spełniają swoje zadanie i podróżujemy w cieniu. Wiatr już nie jest dokuczliwy. We wsiach na równinach jest dość ciasno - zwarta zabudowa wymusza skrzyżowania z łamanym pierwszeństwem i lustrami. Za zakrętami często pojawiają się znikąd wlekące się pojazdy rolnicze.

Architektura: W miastach sporo zabudowy z lat 70' - kostkowych budynków mieszkalnych w sąsiedztwie. Znowu sporo typówek na przedmieściach większych miasteczek i reklam jakby mniej. Na wsiach zabudowa blisko uliczek z układem naprzemiennie kalenicowym albo szczytowym w stronę drogi. Wracają dominanty w postaci kościołów i jednolita kolorystyka. Pojawiają się tez duże zespoły dworskie skupiające wokół siebie resztę zabudowy.


Dzień 9

Sława - Głogów - Środa Śląska - Wrocław - Gliwice - Katowice - Mysłowice - Imielin - Alwernia - Tyniec - Kraków - Głogoczów

Długość trasy: 440 km


Nasz namiot przemókł kompletnie przy składaniu ale mimo wszystko zbieramy się w drogę z zamiarem dojechania do Kotliny Kłodzkiej (Mariusz tylko bez "A nie mówiłem?), a potem stroną czeską przez Bielsko-Białą do Krakowa. Świadomie omijamy centrum stolicy dolnego śląska kierując się na trasy szybkiego ruchu. Na obwodnicy Wrocławia dopada nas konkretna ulewa. Z racji tego, że to ekspresówka i nie ma się jak zatrzymać nasze kombinezony przemakają po chwili i decydujemy się na wcześniejszy powrót do domu A4 do Mysłowic, a potem przez mniejsze miejscowości pod Kraków. Wjeżdżamy od strony Tyńca i już w Alwerni na horyzoncie pojawiają się "moje kominy" i klasztor na Bielanach. Potem tylko kilkanaście kilometrów "zakopianką" i jesteśmy w domu:)

Drogi: Nowym odcinkiem A4 pomiędzy Wrocławiem, a Gliwicami pomimo deszczu suniemy spokojnie 140-160km/h. Taka przyjemność kosztuje nas 8,10zł. Potem jeszcze fragment do Mysłowic i zjeżdżamy na alternatywną drogę równoległą do autostrady, by uniknąć opłat. Tutaj zawalony most na granicy województwa małopolskiego i śląskiego wymusza ruch sterowany sygnalizacją świetlną. Trasa również nam dobrze znana. Jakościowo średnia ale w końcu pojawiają się pagórki i widokowe trasy na które tak czekamy:)

Architektura: Dolnośląskie wsie i miasteczka może i warte byłoby obejrzenia gdyby nie ten deszcz. Opolskie widzimy tylko w autostrady. W śląskim w końcu pojawiają się inne - industrialne dominaty w krajobrazie. O małopolskich paradoksach już wspominałam na wstępie. Od strony Tyńca i Alwerni sporo jest w sąsiedztwie drogi regionalnych podkrakowskich chat malowanych na niebiesko. W Wygiełzowie skansen który polecam.


Małe podsumowanie:

Udowodniliśmy sobie po raz kolejny, że deszcz nam niestraszny i podróżować na motocyklu da się w każdych warunkach. Z chęcią wybierzemy się ponownie w trasę. Już po cichutku myślimy nad: Europą wschodnią (niestety języka rosyjskiego, który jest tam podstawą nie znamy;/ Trzeba to nadrobić.), Bałkanami, objechaniem morza Batyckiego na około, Islandią (moje wielkie marzenie) albo Skandynawią... ehh marzenia... Motocykl daje swobodę i pewną wolność. Własny namiot i przenośna kuchnia dodatkowe zapewniają poczucie komfortu, że sami decydujemy o sobie. Fajna sprawa gdy nic nie ogranicza i pozwala na elastyczne planowanie wycieczki. Posiadaliśmy ze sobą telefony komórkowe ale w zasadzie tel spełniał tylko rolę, by dać mamom znać, że żyjemy i nic nam się nie stało. Byliśmy poza zasięgiem sieci i wifi i to chyba było najlepsze:)

Kilometrów łącznie wg GPS: 2877 km

Średnie spalanie: ok 6,5l/100km

Najpotrzebniejsza rzecz na wyprawie: kombinezony przeciwdeszczowe, spray przeciw komarom, szybkoschnący namiot, chusteczki nawilżające (do szybkiego mycia rąk), worki na śmieci (pakowaliśmy do nich wszystko to co było mokre).

Najbardziej niepotrzebna rzecz na wyprawie: strój kąpielowy (ani razu się nie przydał ale to wina pogody), termos (użyty tylko raz)

I jeszcze auto na motocyklu i my z motocyklem (żeby nie było wątpliwości): 


Tym którzy obejrzeli zdjęcia - dziękuję. Tym którzy przeczytali to wszystko - dziękuję jeszcze bardziej:)

Osoby które czekają na zdjęcia bardzo przepraszam - już się do nich zabieram!!



Załóż bloga>

___________________

Archiwum

2018
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011

______________________

Kategorie

Akt(3)
Architektura(16)
Beauty(8)
Bodybuilders(3)
Dzieci(6)
Fashion(23)
Motocyklowe(4)
Pejzaż(30)
Pinhole(2)
Portret(25)
Przyroda(8)
Publikacje(1)
Reportaż(3)
Ślubne / Pary(7)

______________________

Linki

JOANNA CORA 500PIX
JOANNA CORA BLOGSPOT
JOANNA CORA FAN-PAGE
JOANNA CORA FOTOLOG
JOANNA CORA MAXMODELS
JOANNA CORA WIZUALIZACJE
_________________
500PX
990PX
ARCHADEMIK
BIGPICTURE
BIUROPROJEKT
DENVERPOST
IMAGE-CONSULTING
KAROL CHMURKOWSKI
MARIUSZ BOROWIEC
NAGYITAS
THE ATLANTIC
TOTALLYCOOLPIX

______________________

O mnie / Kontakt

______________________

Księga gości

______________________


Wyślij wiadomość

oglądam i polecam: agataszeliga adamkokot annajanas aster bachu blazej-witczak chata wuja freda chochel ciiiii cinemaundressed colorless danielchrzaszcz fajnamama helenaprojektuje hemlighet hemli-w-gorach

intruderownia imm islandia kinu kolczykowokwiatowo lapati lovebeer matii miastokrakow moja-fotografia mypuffs ogien pamietamy plomien pracowniawiewior soho studionavigo syrenigrod szamari wlatu zulaw

Bezprawne wykorzystanie fotografii jest naruszeniem praw autorskich do niej przysługujących, egzekwowanym na drodze sądowej.______________________________________________________________________________powered by Ownlog.com & Fotolog.pl