j o a n n a c o r a p h o t o g r a p h y

Niedziela_22_kwietnia 2012


Link 22.04.2012 :: 21:25 Komentuj (3)

Polubiłam roślinki. Na razie tylko fotografować.

Muzyka na dziś: Pidżama porno - Kotów kat ma oczy zielone




Wtorek_24_kwietnia 2012


Link 24.04.2012 :: 23:12 Komentuj (6)

Sesji zrealizowana z genialnym składem;] Dzięki dziewczyny;]!

modelka: Dominika Marszalik / FASHION COLOR
make-up artist: Magdalena Kij
stylist/designer:
Klaudia Wcisło (Zapraszam na jej bloga)
hair stylist: Klaudia Wcisło

Muzyka na dziś: Kansas - Dust In The Wind (Dochodzę do wniosku, że chętnie przeszłabym się na Juvenalia...)








Czwartek_26_kwietnia 2012


Link 26.04.2012 :: 11:24 Komentuj (8)

Rano wyskoczyłam do Rezerwatu "Kozie Kąty" o którym już tutaj pisałam w TYM wpisie. Po za tym spodobało mi się makro i zakupiłam zestaw soczewek;] Dawniej robale i roślinki były poza moim kręgiem zainteresowania, teraz wychodzę z założenia, że wszystkiego trzeba spróbować, a co!;] Nie kosztuje to majątku więc spróbować warto. Z ciekawszych rzeczy to skończyłam kurs w Kurii, dostałam legitymację i jestem pełnoprawnym "fotografem upoważnionym do fotografowania celebracji liturgicznych". Czyli mogę focić śluby i chrzciny;] Zapraszam!

Muzyka na dziś: Mike Oldfield - Harbinger 










Piątek_27_kwietnia 2012


Link 27.04.2012 :: 10:48 Komentuj (1)

Wczoraj podjechałam po soczewki do makro i nawet troszkę już je przetestowałam.  Zdecydowanie uczą pokory i cierpliwości. Ustawianie ostrości celując w owada to jakaś czarna magia dla mnie. Może później będzie lepiej.

Muzyka na dziś: Hasiok & Maciej Maleńczuk - Synu ( Z polecenia Nocny_M)




Sobota_28_kwietnia 2012


Link 28.04.2012 :: 09:06 Komentuj (9)

Robaczki. Ale raczej próby walczenia z tą tematyką. Z ostrością u mnie kiepściutko ale postaram się poprawić.

Muzyka na dziś: Julia Marcell - Echo (Trójkowo;])




Wtorek_8_maja 2012


Link 08.05.2012 :: 15:57 Komentuj (17)

Lubię maj. Ze wszystkich pór roku bezsprzecznie najbardziej lubię jesień ale ten wiosenny miesiąc jest jednym z ulubionych. I wcale nie dlatego, że zawiera długi weekend i moje urodziny;] Zazieleniło się, przyroda obudziła się już zupełnie, słońce zaczyna porządnie grzać, a komp przegrzewać;/ Dyplom ruszył z miejsca i robi się go bardzo przyjemnie. Rozpoczęłam "polowanie" na chrabąszcze majowe i (na razie bezskutecznie) poszukuję jelonków rogaczy w dębowych zagajnikach. Odwiedziłam też Wrocław ale była to kilkugodzinna wycieczka. No i wielkie brawa dla mnie, bo wypuściłam się w miasto w krótkich spodenkach podczas gdy większość ludzi miała na sobie ciepłe kurtki. Nie ma to jak wyjechać ze słonecznego i bezchmurnego Krakowa przy 20-stu paru kreskach na plusie, nie sprawdzić prognozy pogody i przyjechać do miasta gdzie pada zimy deszcz i nie mieć nic na przebranie;] Zdolna Asia, nie ma co! Głupota nie boli ale pytania "ejjj, a tobie przypadkiem nie jest zimno?" nudzą gdy są powtarzane w kółko.

Poniżej część z wiosennej sesji. Będzie jeszcze druga część ale utrzymana w zupełnie innym klimacie;]
Modelka: Sara Przebinda (Mówiłam przecież że pojawi się jeszcze u mnie;))
Make-up artist: Magdalena Kij (Kolejna współpraca z tą zdolniachą. Polecam)
Stylizacja: Projekt i wykonanie mojego autorstwa

Muzyka na dziś: Acid drinkers - Love shack
Film krótkometrażowy na dziś: Krótka opowieść o spotkaniu - Dominika Jędrzejek (Solidna, poklatkowa produkcja. Naprawdę warto. Autorka ma 16 lat;])








Sobota_12_maja 2012


Link 12.05.2012 :: 15:45 Komentuj (21)

Moje okolice - industrialna Skawina z okolicznych wzgórz (widok od strony południowej i południowo-wschodniej). Wieczorami jeżdżę sobie na rowerze po tych pagórkach z aparatem więc próbuję połączyć przyjemne z pożytecznym (aczkolwiek nie wiem które to które). Zdjęcia z raptem 3 dni, wybrane z 2 tygodniowego materiału. Cóż... nie wszystkie zachody są fotogeniczne;] Dwa kominy to Huta Aluminium w Skawinie, trzy to Elektrociepłownia Skawina.

Muzyka na dziś: Beirut - Postcards From Italy













Wtorek_22_maja 2012


Link 22.05.2012 :: 18:06 Komentuj (6)

Zapowiedź sesji z Sandrą o pięknych włosach:)


Modelka: Sandra Korwel
Stylizacja & make - up artist: Klaudia Wcisło (zapraszam na jej BLOGA oczywiście)

Muzyka na dziś: Corvus Corax - Saltarello




Czwartek_24_maja 2012


Link 24.05.2012 :: 23:34 Komentuj (2)

Zapowiedź sesji z Sebastianem.

Tak poza zdjęciami to mam straszny kocioł z dyplomem;/ Nikt nic nie wie na uczelni, terminy ustalane są zupełnie bez konsultacji z nami i promotorami wg "widzi mi się" pań z dziekanatu, a dodatkowo nas straszą skreśleniami z listy (właściwie nie straszą tylko informują, bo to już formalność jak się raz przedłużało) i opłatami za ponowne wpisanie w wysokości paru tysięcy (to dzięki zmianą w szkolnictwie wyższym, na które się prawdopodobnie załapiemy;/)  Coś tam się organizujemy i piszemy pisma ale z jakim to będzie efektem to ciężko powiedzieć. Na razie jestem pewna jednego: termin czerwcowy nie jest dla mnie, a wrześniowy dziekan wykreślił z kalendarza i zaczyna być realny... MARZEC (?!);/ Przeciwko temu właśnie się buntujemy. Co nie zwalnia mnie z pracy...

Muzyka na dziś: The Doors & John Lee Hooker - Roadhouse Blues ( Nie mogę przestać ich słuchać <3 Dwa cudowne głosy...)






Środa_30_maja 2012


Link 30.05.2012 :: 18:13 Komentuj (8)

Jakiś czas temu miałam okazje pofocić początkującego modela - Tomka. Strasznie uroczy chłopak, a i do modelingu ma zdrowe podejście. To były baaardzo krótkie zdjecia. Jeśli wierzyć godzinom z EXIF to zajęło nam to nieco ponad pół godziny. Lubię takie konkrety:  maksymalne skupienie bez marnowania czasu. Od razu zaplusował samym nastawieniem więc z efektów baaardzo zadowolona jestem. Najbardziej z tego wszystkiego cieszy fakt, że Tomek został zaproszony na rozmowę do agencji D'vision. Trzymamy kciuki:)

Model: Tomasz Leśniara

Muzyka na dziś: The Doors - "People Are Strange"  Dalej Morrison:)






Piątek_8_czerwca 2012


Link 08.06.2012 :: 14:20 Komentuj (1)

Z moimi planami odpoczynku zwykle jest tak, że nie wypalają. Ostatnie dwa tygodnie zapowiadały się w miarę luźne, ale to co było, zdecydowanie nie można tak nazwać. Zgodnie z myślą Łysiaka: "Żyj i nie stwarzaj problemów. Problemy stworzą się same", z błahych spraw zrobiły się poważne komplikacje. Powoli wracam do fotografii, którą musiałam na chwilę opuścić . I muszę się wziąć za te foldery które zalegają mi na dysku. Przepraszam!

Modelka: Sandra Korwel
Stylistka: Klaudia Wcisło (Zapraszam na jej BLOGA )

Muzyka na dziś: The Doors - When The Music's Over






Sobota_9_czerwca 2012


Link 09.06.2012 :: 22:11 Komentuj (4)

Zapowiedź ślubnej sesji z Agatą i Piotrem

Muzyka na dziś: Led Zeppelin - Rock'n'Roll




Niedziela_17_czerwca 2012


Link 17.06.2012 :: 14:24 Komentuj (10)

Wyjeżdżam. W zasadzie tylko parę rzeczy wiadomo na ten temat, to że: na motorze, pod namiot i że jedziemy. Gdzie i na ile to się okaże w drodze:) Chciałabym Bieszczady odwiedzić i pewnie to się uda, a Daniel chce nad morze i na Mazury więc pewnie pojawimy się i tam:) Bez planów i organizowania. Pełen spontan. Do zobaczenia po powrocie!

Na zdjęciach ponownie Skawina. Tym razem widziana od strony wschodniej i południowo- wschodniej. Elektrociepłownie Skawina i Hutę Aluminium już znacie z TEGO posta:) To wysokie drzewo na 1-szym zdjęciu to część majątku dworskiego w Korabnikach (obecnie dzielnica Skawiny), w którym często bywał Stanisław Wyspiański. Na pionowym zdjęciu po lewej widoczna jest wieża kościoła pw. Św. Szymona i Judy Tadeusza (z tym szpiczastym dachem), a na ostatnim zarysowana jest sylweta kościoła pw. Miłosierdzia Bożego na tle huty.

Muzyka na dziś: Led Zeppelin - Kashmir









Sobota_30_czerwca 2012


Link 30.06.2012 :: 17:22 Komentuj (18)

Wróciłam. Krótko mówiąc: było cudoooownie. Nic nie daje takiej satysfakcji jak spełnienie jednego ze swoich marzeń: udało się na motocyklu objechać Polskę na około - wzdłuż granic i dodatkowo zahaczyć o Litwę.  Obiecałam relację z wyprawy więc oto i ona;) Miało być krótko ale za bardzo się rozpisałam. Na początek mapa ogólna:


Od razu zapowiadam, że Ci którzy szukają to zdjęć typu "motocykl na tle morza/gór/pagórków/łąk (niepotrzebne skreślić)" tu takowych nie znajdą. Takie zdjęcia owszem posiadam ale trafią do rodzinnego albumu:) Wybaczcie. Wolę pokazać krajobrazy, które w Polsce są dość mocno niedoceniane. Jak ktoś chce zobaczyć motocykl to proszę wpisać "VARADERO" w Google i w wyobraźni wstawić go w dowolne miejsce. Każdy dzień z reportażu będzie podzielony na dane z trasy, krótki opis i opinie o drogach, plus o architekturze, bo w paru miejscach warto o tym wspomnieć. Ostatnie zdjecia z danego dnia ilustrują drogi na tej trasie.

Może słów kilka o planach wypadu. Kiedyś tak jeździliśmy przysłowiowym palcem po mapie i wtedy właśnie narodził się pomysł żeby się wybrać motocyklem "gdzieś w Polskę", pod namiot. Tak bez zbędnego planowania, załatwiania noclegów i martwienia się o jutro. Pełen spontan z jedną wielką niewiadomą gdzie będziemy następnego dnia. Byliśmy już tak parokrotnie na Słowacji więc nie była to jakaś nowość. Ale weekendowy wypad to co innego niż dłuższy wyjazd. Od początku planowaliśmy być "samowystarczalni" - wozić spanie i gotowanie ze sobą, by podczas ewentualnego nocowania "na dziko" nie martwić się o nic. Stąd musieliśmy zabrać kilka niezbędnych rzeczy takich jak: śpiwory, materac, pompkę, namiot, kuchenkę gazową, garnki i naczynia. Przygotowania musieliśmy zacząć już wcześniej, żeby zgromadzić takie wyposażenie, które jest małe i przede wszystkim lekkie, a na dodatek da się rozsądnie rozlokować w kufrach. Z tego powodu np. zakupiłam statyw bez głowicy kulowej tylko dlatego, że mało ważył i miał mniej niż 42 cm żeby się do kufra zmieścił ( i tak mieliśmy przeciążony stelaż przy kufrach o 5kg). Zakładaliśmy z góry podróżowanie tylko w dzień i rozbijanie namiotu przed zmierzchem. Trasa była wymyślana ad hoc. Ja chciałam odwiedzić Bieszczady i to był punkt pierwszy w planie, a Daniel mazury i morze. Reszta miejsc była totalnie przypadkowa ale staraliśmy się żeby nie była to Polska centralna. Unikaliśmy też miast i terenów zabudowanych - motocykl turystyczny to nie jest miejski przecinak. Z kuframi posiadał wymiary 210 cm (długość) x 103 cm (szerokość) plus waga ok. 450 kg (łącznie z nami) więc manewrowanie tym w wąskich uliczkach i stanie w korkach nie należy do przyjemności w upalne dni, a w miastach jest to trudno ominąć. Dodatkowo wysokość siedziska kierowcy to 78 cm więc czyni to wycofywanie jeszcze trudniejszym. I jeszcze takie ogłoszenie parafialne: jako że przez większość trasy jaką pokonaliśmy było deszczowo to nie mam z niej zdjęć. Mam zwyczaj, że jak tylko zaczyna padać to aparat ląduje bez gadania w pokrowcu, bo nie wiadomo kiedy i jak zacznie się totalna ulewa. Relacja będzie uszczuplona o brakujące zdjęcia z tych deszczowych dni. Większość zdjęć była strzelana z motocykla więc jest jaka jest. Jeśli ktoś marudzi, że miałam ustawione takie, a nie inne parametry pozdrawiam i to odsyłam do TEGO zdjęcia:)

Dzień 1

Głogoczów - Mszana Dolna - Nowy Sącz - Gorlice - Dukla - Komańcza - Cisna - Ustrzyki Górne

Długość trasy: 288 km


Wyruszyliśmy na wschód dobrze nam już znaną trasą, którą rokrocznie pokonujemy i pokonywaliśmy już nie raz na motocyklu. Zaskoczenia nie było. Był za to ogromny uśmiech gdy tuż przed Komańczą na horyzoncie pojawiły się zielone pagórki. To taki "mój wyczekany" moment od którego jestem już mentalnie w Bieszczadach. Na miejsce docieramy w miarę szybko. Nocleg na polu namiotowym PTTK polecam - mają dość tanio i przy skrzyżowaniu szlaków na połoniny. Marzy mi się już od dawna wyjście na wschód lub zachód słońca w góry  ale znowu to nie jest  akurat TEN wyjazd, na którym byłoby to możliwe. Niestety z racji ograniczenia bagażu musiałam zostawić swoje buty trekkingowe w domu i zadowolić się sandałami. Z tym nie ma się co wybierać gdzieś dalej. Wieczorny spacer do Wołosatego i poranny we mgle w stronę Lutowisk musiał wystarczyć. Byle do jesieni.

Drogi: Małopolska ma okropne drogi. Nie wiem z czego to wynika: czy tych wsi jest za dużo czy nie ma pieniędzy. Drogi krajowe są zadbane ale pozostałe bardzo słabej jakości. Podkarpacie nie lepsze. Droga od Dukli do Komańczy to jedna wielka szachownica. Później dopiero miłe zaskoczenie - nowy asfalt położony został na odcinku Komańcza - Cisna.  Ruch jest tu niewielki co daje naprawdę niezłą frajdę z pokonywania tych zakrętów (i jednej serpentyny pomiędzy Wetliną, a Ustrzykami). Brakuje wymalowanych linii i krawędzi jezdni więc często pojazdy "ścinają zakręty". Dodatkowo wiele jest "ślepych zakrętów" i zwierząt gospodarskich poruszających się po jezdni, a w sezonie turyści więc duże prędkości nie są wskazane.

Architektura: Na syf w małopolskim krajobrazie można narzekać i narzekać, a i tak będzie to temat niewyczerpany.  Zabudowa wychodzi za wysoko na pagórki i jest bardzo rozproszona. Nie jest to ani ładne ani praktyczne ale każdy chce mieć ładne widoki z okna więc rynek jest napędzany dalej. Przykre. Bieszczady póki co pozostają dzikie i żyją własnym tempem. Wsie są tu bardzo małe, czasem są to skupiska paru domów, czasem tylko dwa znaki drogowe bez żadnej zabudowy. Brakuje wypracowanej architektury regionalnej co jest konsekwencją burzliwych losów ludzi na tych terenach. Są za to nieudolne próby wprowadzania stylu zakopiańskiego i w samych Ustrzykach sporo tymczasowych budek otwieranych sezonowo. Ani jedno ani drugie nie jest z korzyścią dla Bieszczad.


Dzień 2

Ustrzyki Górne - Lutowiska - Ustrzyki Dolne - Sanok - Rzeszów - Nisko - Kraśnik - Lublin - Uhnin - Dębowa Kłoda

Długość trasy: 417 km


Ja zerwałam się bladym świtem bym z aparatem pochodzić po okolicy, a Danielowi było dane pospać 3h dłużej. Zebraliśmy się w miarę szybko. Po rzuceniu okiem na mapę stwierdziliśmy, że kolejny nocleg wypada w okolicach Lublina ale pojedziemy tam nieco naokoło - przez Rzeszów, by zrobić zdjęcia terenu, na którym robię dyplom. GPS próbował nas kierować przez Solinę ale nie z nami te numery. Dobrze wiemy, że most łączący wieś Rajskie z Sękowcem nie istnieje więc pojechaliśmy przez Ustrzyki Dolne i Sanok. Wjeżdżając do Ustrzyk cały czas tłukły mi się gdzieś w czaszce słowa piosenki KSU: "Ustrzyki to stolica Bieszczad jest. Ustrzyki niech nam żyje W.R.B.!". Słońce grzało dość mocno więc zdecydowaliśmy się na podróż bez kurtek. Kremem do opalania posmarowałam się "po łebkach" więc mam za swoje i powróciłam znowu do mojej ulubionej wakacyjnej opalenizny: spalony kark i szyja oraz odbita koszulka. Ostatni rzut oka na bieszczadzkie wzgórza, do których prawdopodobnie wrócę jesienią, i wjeżdżamy na tereny rolnicze równinne środkowej Polski. Tu krajobraz bardzo monotonny z długimi prostymi odcinkami dróg będącymi alejami. Korzystając ze świetnej pogody chcemy jak najszybciej przejechać te tereny gdzie horyzont kończy się na linii najbliższych drzew. Zaczyna nieco kropić więc aparat ląduje w pokrowcu. Wjechaliśmy do Lublina z zamiarem odwiedzenia starówki ale po parunastu minutach stania w korku ze spalonymi karkami darowaliśmy sobie. Akurat trafiliśmy na godziny szczytu;/ Ruszyliśmy w stronę Poleskiego Parku Narodowego gdzie liczyliśmy na szybkie znalezienie noclegu. Niestety nie było to takie proste. Przez ten teren akurat przed parunastoma minutami przeszła ulewna burza z gradem i kilka dróg było zablokowanych, a linie energetyczne zerwane więc mało kto potrafił nam "z głowy" polecić coś konkretnego i jeździliśmy w kółko kierowani na objazdy przez pracujących strażaków. W końcu Białka w gminie Dębowa Kłoda okazuje się naszym miejscem docelowym. Jak tylko rozbijamy namiot znowu przychodzi gwałtowna burza ale na szczęście nie trwa długo. Na atrakcje nie możemy narzekać. Namiot zdaje egzamin ze szczelności, a starszawy opiekun pola namiotowego z sympatyczności:) Jak wyjeżdżaliśmy nie mogliśmy się śmiechu pozbierać z jego pożegnania z charakterystycznym zaciąganiem: "To rumak już oporządzony?"

Drogi: Bieszczadzkie tereny są mało zaludnione, a drogi posiadają liczne zakręty więc jest to bardzo przyjemna i malownicza trasa do pokonywania ze spokojną prędkością pozwalającą na rozglądanie się dookoła. Droga pomiędzy Ustrzykami Dolnymi, a Górnymi warta polecenia. Na równinach już tak widokowo nie jest aczkolwiek te długie aleje wzdłuż drogi też mają dużo uroku. I co dziwne dla mnie było - jest tu zwyczaj oznaczania wszystkich zakrętów jako "uwaga ostry zakręt". Nie raz widziałam to zdziwienie Daniela gdy przykładnie spowalniał, a okazywało się, że to tylko lekkie odbicie 5 stopni w którąś ze stron. Warto też wspomnieć, że kierowcom jadącym z naprzeciwka brakuje wyobraźni przy wyprzedzaniu. Nawet widząc motocykl wyprzedzają, ale nie zdają sobie sprawy z jaką prędkością się on porusza więc kilkukrotnie zjeżdżaliśmy prawie na pobocze by ich uniknąć. 

Architektura: We wsiach bieszczadzkich dominantę w krajobrazie stanowi zazwyczaj wieża kościoła bądź cerkwi. Ładnie to się komponuje z układem w dolinie i zielonymi wzgórzami ponad. Okolice Sanoka posiadają już własny styl regionalny i niektóre zachowane obiekty można z łatwością spotkać we wsiach. Równiny już cechują się innym układem urbanistycznym niż południowo-wschodnia cześć kraju. Tam często występują tz. wsie-ulicówki albo kilka zagród połączonych drogą z ważniejszym ciągiem komunikacyjnym.


Dzień 3

Dębowa Kłoda - Międzyrzec Podlaski - Siematycze - Bielsk Podlaski - Białystok - Augustów - Suwałki - Sobolewo

Długość trasy: 335 km


Dzień nie zapowiada się ładnie - ołowiane chmury wiszą nad jeziorem ale nam taka pogoda nie straszna. Ruszamy na północ w kierunku Suwałk. Krajobraz nadal pozostaje rolniczo-monotonny. Postoje robimy w iglastych lasach pełnych poziomek i borówek, ja z tego korzystam, Danielowi się nie chce zbierać i leniuch liczy na mnie:) Gdy rozpogadza się całkowicie jesteśmy dobrej myśli ale zaraz przed Białymstokiem zmuszeni jesteśmy do założenia przeciwdeszczówek i podróżowania w strugach deszczu. I znowu aparat w pokrowcu, a zwiedzanie miasta wypada z planu dnia. Noclegu szukamy w okolicach Wigierskiego Parku Narodowego i udaje się to nawet bezproblemowo - nasz namiot stał ok. 4 m od brzegu jeziora Wigry. Mazury witają nas deszczowo i pochmurno. Rozbawił nas pracownik pola namiotowego - taki wesoły dresik. Zadaliśmy mu pytanie czy możemy się rozbić dowolnie czy ma jakieś sugestie co do wyboru miejsca. Biedak dumał patrząc na puste pole namiotowe gdzie nas ulokować, "bo jak mu jakiś camper przyjedzie to będzie miał problem". Myśleliśmy, że żartuje ale na jego twarzy malowało się skupienie:)  

Drogi: Droga tranzytowa na Białoruś może i ma dobrą (niełataną) nawierzchnię ale posiada też kolosalne koleiny (takie że przekrój drogi wygląda tak: -uu--uu----uu--uu-) i grubo smołowane spoiny, zarówno poprzeczne jak i podłużne. Po ulewnym deszczu w koleinach stała woda, a spoiny były bardzo śliskie. Rezygnujemy z wyprzedzania i spokojnie jedziemy za tirami obryzgującymi nas wodą. To tylko paręnaście kilometrów.

Architektura: Sympatyczne te wioski wzdłuż drogi. Ludzie siedzą na ławeczkach przed domami i sprzedają owoce i warzywa. Większość budynków regionalizujących posiada regionalne ornamenty w postaci rzeźbionych okiennic i szczytów dachów. Praktycznie w co drugiej zagrodzie gniazdują bociany, których jest w tych okolicach naprawdę sporo:)


Dzień 4

Sobolewo - Sejny - Lizdijaj - Kalvarija - Simnas - Igilanka - Marijampole - Szypliszki - Gołdap - Stańczyki - Kruklanki - Giżycko - Kętrzyn - Mrągowo

Długość trasy: 385 km


Rano całkiem się rozpogodziło i mazury pokazały swoje piękniejsze oblicze. Przy śniadaniu krótka wymiana zdań:

"- Litwa jest blisko. Byłaś kiedyś na Litwie?

- Nie, a ty?

- Też nie. To na co czekamy?"

Jedziemy najpiękniejszą chyba trasą na jaką podczas tej podróży udało nam się trafić - przez Suwalski Park Krajobrazowy. Ukształtowanie terenu zupełnie się zmieniło: równiny ustąpiły miejsca niewielkim pagórkom porośniętym zbożami i trawami, a gdzieniegdzie zabudowa lub jeziora. Białe obłoczki dodawały sielskości. Nie spieszy nam się na Litwę ale tam również podobne widoki nas czekają, jak nie piękniejsze. Zwiedzamy jeden ze schronów pancernych, a potem naszym starym zwyczajem zjeżdżamy na szutrówkę, by poznać Litwę od tej mniej uczęszczanej strony. Wracamy do Polski kierując się na Stańczyki i wspaniałe wiadukty kolejowe będące pozostałością po Magistrali Kolejowej łączącej niegdyś Prusy z Królewcem. Wiem, że się powtarzam ale widoki naprawdę wspaniałe. Miejscowi nazywają to "mazurskimi Bieszczadami" ale mi bliżej do określenia tego jako "polska Toskania" - takie niewielkie pagórki z zagrodą na szczycie i otoczone drzewami z aleją doprowadzającą od głównej drogi. Sielanka. Pięknie musi to wyglądać gdy słońce zachodzi i wszystko oświetla pomarańczowym światłem. (Przykro mi to stwierdzić ale moje zdjęcia nie oddają tej atmosfery). Jeszcze wieża widokowa w Gołdapi i zaczynamy szukać noclegu w sercu mazur. Drogo tu strasznie i wszystko przygotowane pod niemieckich turystów, których poza sezonem przyjeżdża tu naprawdę wiele. Na nocleg lądujemy w Mrągowie i gdy tylko udaje nam sie rozłożyć namiot zaczyna padać. Tak, znowu pada:)

Drogi: Bez rewelacji ale bardzo malowniczo położone. Gdybym miała wybierać najpiękniejszą trasę po Polsce byłby by to Bieszczady i właśnie północno-wschodnia Polska. Dużo otwarć widokowych i tras prowadzonych po grzbietach pagórków. My trafiliśmy na dość mocny wiatr utrudniający nieco jazdę - szczególnie na Litwie dało się to we znaki. Droga po polskiej stronie pomiędzy Gołdapem, a Giżyckiem w remoncie i dużo odcinków z ruchem wahadłowym albo w bardzo kiepskim stanie. Na mazurach w miejscowościach turystycznych dużo rowerzystów i pieszych płątających się po drogach.

Architektura: Po raz kolejny przekonuję się że bieda konserwuje bardzo dobrze. Zagrody bardzo malowniczo rozlokowane z naturalną kolorystyką (eternit wbrew ekologii starzeje się ładnie). Wsie po Litewskiej stronie zwarte i bardzo jednolite, otoczone niskim płotem (polskie bardzo podobne jak nie identyczne). Zero jaskrawych tynków i reklam przy drogach. Na mazurach już pojawiają się budynki z murem pruskim. Pełna prostota - prostokątny rzut i dwuspadowy dach. Chętnie tu wrócę, bo ponownie nacieszyć oczy takimi widokami.


Dzień 5

Mrągowo - Olsztyn - Dobre Miasto - Elbląg - Malbork - Nowy Dwór Gdański - Stegna

Długość trasy: 248 km


Po wieczornym deszczu nie ma śladu. Ruszamy z grupą austriackich motocyklistów nowym odcinkiem DK 16 i sporą część trasy pokonujemy wspólnie, rozdzielając się dopiero w Olsztynie. Teren na powrót stał się mniej fałdowany. Warmińskie miasta z cegły i dachówek w otoczeniu zieleni i białych obłoczków prezentują się bardzo dostojnie. Wjeżdżamy na Żuławy i kierujemy się na Malbork w którym poświęcamy 3h na zwiedzanie (parking 25zł, bilet normalny 39zł, ulgowy 29zł [sic!!!]). W planach mamy jeszcze most w Tczewie ale niestety pomimo tego, że był to punkt obowiązkowy w tym dniu darujemy go sobie. Zwiedzanie zamku wykończyło nas totalnie (mieliśmy przewodniczkę, która recytowała z pamięci;/) i kierujemy się od razu na Stegnę. (Żuław musisz mi to wybaczyć. Innym razem. Naprawdę...) Morze pochmurne i szare ale właśnie taki Bałtyk lubię najbardziej.

Drogi: DK 16 cały czas się buduje. W oddanych do użytku odcinkach można spokojnie sunąć ponad 120 -140 km/h. Warmińskie i Żuławskie drogi z alejami wymagają nieco więcej uwagi: liczne drzewa w skrajni i "ślepe zakręty". Warto wspomnieć o zwierzętach gospodarskich: Warmia i Mazury to chyba stolica polskiego mleczarstwa więc przy drogach są informacje w jakich godzinach odbywa się spęd bydła na pastwiska. Niejednokrotnie krowy mają oddzielną trasę do zagrody przy drodze ale w małych miejscowościach chodzą po drodze.

Architektura: Zamek iście pocztówkowy. Z racji tego, że już w Malborku zaczyna padać aparat ląduje w pokrowcu i nie mam możliwości sfotografowania paru naprawdę interesujących domów podcieniowych z muru pruskiego na Żuławach. Odsyłam tutaj do archiwum bloga Żuława gdzie znajdziecie sporo interesujących zdjęć z tego regionu - zarówno architektury jak i życia codziennego. Ilość reklam na poboczach powoli się zwiększa by nad morzem zaatakować już z pełną mocą.


Dzień 6

Stegna - Mikoszewo - Gdańsk - Władysławowo - Hel - Puck - Dębki

Długość trasy: 205 km


Po noclegu w Stegnie przez prom ruszamy na Gdańsk. I znowu pogoda daje niesamowity spektakl: silny wiatr na zmianę przegania po niebie to niebieskie obłoki, to ciemnogranatowe chmury burzowe. Nie powiem ale jest to moja ulubiona pogoda nad morzem. Opalania szczerze nie znoszę, a takie warunki są idealne do zdjęć:) W Pucku dopada nas ulewa i zakładamy przeciwdeszczówki, które ściągamy dopiero na Helu. Zwiedzamy Muzeum obrony Wybrzeża - gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę łazić z ciekawością po bunkrach to chyba bym go wyśmiała. Daniel, który zawsze w bagażu podręcznym miał latarkę czołówkę był zachwycony, bo większość obiektów była otwarta i spokojnie można wejść do środka, a własne światło było jak znalazł. Wracamy z mierzei i kierujemy się na Dębki. Kaszuby bardzo malowniczo wyglądają z tymi burzowymi chmurami. Ciekawe zjawisko trafiło nam się po drodze: jadąc pod słońce zaczął padać deszcz i wtedy znaleźliśmy się w pomarańczowej mgle, a wokół nas parę tęczy. Tak... aparat w pokrowcu... Wieczorem na campingu z pięknych chmur rozpadało się na dobre.

Drogi: Tereny nadbrzeżne pełne są turystów, którzy niespodziewania potrafią wyjść na jezdnię. Wiatr na mierzei jeszcze nie był uciążliwy ale przy wietrznej pogodzie może być ciężko. Drogi jak na trasy o mniszej kategorii całkiem w porządku. Przejazdy kolejowe dość problematyczne ze słabą widocznością.  

Architektura: Troszkę się zawiodłam na tym obszarze. Spodziewałam się lepiej zachowanych obiektów regionalnych ale było ich jak na lekarstwo. Dawne budownictwo szumnie ogłaszane non stop w nazwach przydrożnych restauracji i zajazdów (Kaszubska Chata, Młyn Kaszubski) zostało wyparte przez paskudne domki typowe. Resztki murów pruskich malowane są na jaskrawe kolory nie wiadomo po co. W miejscowościach turystycznych wysyp nowoczesnych apartamentowców o różnej estetyce. Hel pozytywnie zaskoczył: nawet blaszane garaże malowane są w udawany mur pruski. Zapewnia to jakąś jednolitość mimo, że to totalna prowizorka.


Dzień 7

Dębki - Choczewo - Wicko - Słupsk - Koszalin - Nowogard - Starogard Szczeciński - Kobylanka

Długość trasy: 353 km


Dębki będę źle wspominać. Drogo nas wyszedł camping (60zł), potem rozbiłam okulary. Jest to o tyle śmieszne, że złożyliśmy je z namiotem:) Głupota nie boli ale 300zł w plecy znowu jestem. Wieczorny deszcz nie przestał padać i poranny spacer nad morzem w deszczu padającym poziomo i wszędobylskim piaskiem nie należał do najprzyjemniejszych. Aparat w tym dniu nie zobaczył już nic więcej. Wiatr był bardzo silny i cała droga "na plecaczek" zmęczyła nie tylko mnie. W Słupsku wichura podczas naszego przejazdu musiała uszkodzić linię energetyczną, bo nagle zgasła cała sygnalizacja świetlna w mieście.

Drogi: Bardzo silny wiatr z deszczem utrzymywał się przez całą trasę i cytując klasyka "miotał jak szatan"  450 kg motocyklem. Jak to Daniel określił "cały czas jechałem w pochyleniu jakby to był zakręt". Efekt taki, że po drodze nie spotkaliśmy żadnego motocyklisty. Taka prawidłowość: u nas (w Małopolsce) nie oznacza się ostrych zakrętów, bo każdy wie że jak się objeżdża górkę na około to musi się on pojawić, a na Pomorzu nie oznacza się gwałtownych porywów wiatru z bocznych stron, bo również są one oczywiste. Drogi średniej jakości, pełne łat i drzew w skrajni. Mokra nawierzchnia i silny wiatr nie pozwalają na szybkie przemieszczanie się ale podczas pogodnego dnia wrażenia z jazdy byłby zupełnie inne.

Architektura: Domki typowe i nadmorskie budyneczki letniskowe rozpanoszyły się tu na dobre. Pełno budek z jedzeniem otwieranych sezonowo (więc podczas naszego przejazdu jeszcze nie czynnych) dających efekt totalnego bałaganu. Reklamy na każdym kroku i mnóstwo plakatów. Wsie nieco bardziej oddalone od wybrzeża prezentują się już lepiej: bardziej zwarte i poukładane. Kolorystyka stonowana aczkolwiek zdarzają się i "radosne twórczości właścicieli" w postaci jaskrawego tynku.


Dzień 8

Kobylanka k/ Stargardu Szczecińskiego - Pyrzyce - Gorzów Wielkopolski - Świebodzin - Sulechów - Sława

Długość trasy: 243 km


Pogoda w końcu się zmienia i motocyklistów od razu więcej na drogach. Nizinne tereny chcemy jak najszybciej pokonać - nie przepadamy za tą monotonią. Zatrzymujemy się na postojach w świerkowych lasach, bez zwiedzania jakichkolwiek miejscowości. No ale mamy okazje zobaczyć pomnik: kiczu, bezguścia i marketingu jakim jest Aragorn ze Świebodzina. Zdegustowana jestem i tyle. Na nocleg jedziemy do Sławy, w której byłam już kilkakrotnie na Kongresach Brydżowych. Nie planowałam tego - samo tak wyszło. Dziwnie tu być bez tego całego zgiełku i poza sezonem. Sporo dobrych wspomnień wraca ale nie będę się rozczulać, bo to nie miejsce na sentymenty:)

Drogi: Mamy okazję przejechać nowym odcinkiem S3 , który cały czas się rozbudowuje. Szybko i sprawnie pokonujemy odcinek pomiędzy Pyrzowicami, a Gorzowem. Później trasy tranzytowe prowadzą przez mniejsze miasteczka więc wszystkie tiry tłuką się przez centra tych miejscowości i jest to dość powolne, już nie mówiąc o wyprzedzaniu. Sporo tu dużo przejazdów kolejowych bez szlabanów ze słabą widocznością (większość nie użytkowana). Aleje spełniają swoje zadanie i podróżujemy w cieniu. Wiatr już nie jest dokuczliwy. We wsiach na równinach jest dość ciasno - zwarta zabudowa wymusza skrzyżowania z łamanym pierwszeństwem i lustrami. Za zakrętami często pojawiają się znikąd wlekące się pojazdy rolnicze.

Architektura: W miastach sporo zabudowy z lat 70' - kostkowych budynków mieszkalnych w sąsiedztwie. Znowu sporo typówek na przedmieściach większych miasteczek i reklam jakby mniej. Na wsiach zabudowa blisko uliczek z układem naprzemiennie kalenicowym albo szczytowym w stronę drogi. Wracają dominanty w postaci kościołów i jednolita kolorystyka. Pojawiają się tez duże zespoły dworskie skupiające wokół siebie resztę zabudowy.


Dzień 9

Sława - Głogów - Środa Śląska - Wrocław - Gliwice - Katowice - Mysłowice - Imielin - Alwernia - Tyniec - Kraków - Głogoczów

Długość trasy: 440 km


Nasz namiot przemókł kompletnie przy składaniu ale mimo wszystko zbieramy się w drogę z zamiarem dojechania do Kotliny Kłodzkiej (Mariusz tylko bez "A nie mówiłem?), a potem stroną czeską przez Bielsko-Białą do Krakowa. Świadomie omijamy centrum stolicy dolnego śląska kierując się na trasy szybkiego ruchu. Na obwodnicy Wrocławia dopada nas konkretna ulewa. Z racji tego, że to ekspresówka i nie ma się jak zatrzymać nasze kombinezony przemakają po chwili i decydujemy się na wcześniejszy powrót do domu A4 do Mysłowic, a potem przez mniejsze miejscowości pod Kraków. Wjeżdżamy od strony Tyńca i już w Alwerni na horyzoncie pojawiają się "moje kominy" i klasztor na Bielanach. Potem tylko kilkanaście kilometrów "zakopianką" i jesteśmy w domu:)

Drogi: Nowym odcinkiem A4 pomiędzy Wrocławiem, a Gliwicami pomimo deszczu suniemy spokojnie 140-160km/h. Taka przyjemność kosztuje nas 8,10zł. Potem jeszcze fragment do Mysłowic i zjeżdżamy na alternatywną drogę równoległą do autostrady, by uniknąć opłat. Tutaj zawalony most na granicy województwa małopolskiego i śląskiego wymusza ruch sterowany sygnalizacją świetlną. Trasa również nam dobrze znana. Jakościowo średnia ale w końcu pojawiają się pagórki i widokowe trasy na które tak czekamy:)

Architektura: Dolnośląskie wsie i miasteczka może i warte byłoby obejrzenia gdyby nie ten deszcz. Opolskie widzimy tylko w autostrady. W śląskim w końcu pojawiają się inne - industrialne dominaty w krajobrazie. O małopolskich paradoksach już wspominałam na wstępie. Od strony Tyńca i Alwerni sporo jest w sąsiedztwie drogi regionalnych podkrakowskich chat malowanych na niebiesko. W Wygiełzowie skansen który polecam.


Małe podsumowanie:

Udowodniliśmy sobie po raz kolejny, że deszcz nam niestraszny i podróżować na motocyklu da się w każdych warunkach. Z chęcią wybierzemy się ponownie w trasę. Już po cichutku myślimy nad: Europą wschodnią (niestety języka rosyjskiego, który jest tam podstawą nie znamy;/ Trzeba to nadrobić.), Bałkanami, objechaniem morza Batyckiego na około, Islandią (moje wielkie marzenie) albo Skandynawią... ehh marzenia... Motocykl daje swobodę i pewną wolność. Własny namiot i przenośna kuchnia dodatkowe zapewniają poczucie komfortu, że sami decydujemy o sobie. Fajna sprawa gdy nic nie ogranicza i pozwala na elastyczne planowanie wycieczki. Posiadaliśmy ze sobą telefony komórkowe ale w zasadzie tel spełniał tylko rolę, by dać mamom znać, że żyjemy i nic nam się nie stało. Byliśmy poza zasięgiem sieci i wifi i to chyba było najlepsze:)

Kilometrów łącznie wg GPS: 2877 km

Średnie spalanie: ok 6,5l/100km

Najpotrzebniejsza rzecz na wyprawie: kombinezony przeciwdeszczowe, spray przeciw komarom, szybkoschnący namiot, chusteczki nawilżające (do szybkiego mycia rąk), worki na śmieci (pakowaliśmy do nich wszystko to co było mokre).

Najbardziej niepotrzebna rzecz na wyprawie: strój kąpielowy (ani razu się nie przydał ale to wina pogody), termos (użyty tylko raz)

I jeszcze auto na motocyklu i my z motocyklem (żeby nie było wątpliwości): 


Tym którzy obejrzeli zdjęcia - dziękuję. Tym którzy przeczytali to wszystko - dziękuję jeszcze bardziej:)

Osoby które czekają na zdjęcia bardzo przepraszam - już się do nich zabieram!!



Środa_4_lipca 2012


Link 04.07.2012 :: 10:28 Komentuj (7)

Obiecana sesja z Agatą i Piotrem.

Muzyka na dziś: RJD2 - A Beautiful Mine (Nigdy jakoś żaden serial mnie nie wciągnął, by obejrzeć więcej jak parę odcinków, a tu proszę. MAD MEN mnie totalnie wkręcił. To właśnie utwór będący intro serialu. Utrzymany w dobrym, starym stylu serial obyczajowy o nowojorskiej agencji reklamowej w latach 60'. Muzyką się chyba najbardziej zachwycam, potem kreatywność i postacie kobiece. Warty obejrzenia ale pasjonatom filmów akcji odradzam - będą się nudzić:))


















Piątek_13_lipca 2012


Link 13.07.2012 :: 11:55 Komentuj (7)

Zapowiedź letniej sesji z najpiękniejszą krakowską (naturalną) blondyneczką:)

Modelka: Monika P.
Make-up artist: Katarzyna Janik

Muzyka na dziś: The Nashville Teens - Tobacco Road (Staroci słucham. Lubię tak.)




Czwartek_19_lipca 2012


Link 19.07.2012 :: 12:36 Komentuj (10)

Tak wypadało by coś wspomnieć co się u mnie dzieje ale póki co zachowam to dla siebie, by nie zapeszać. Jest dobrze, a może być lepiej. Trzymajcie kciuki, proszę:)

Modelka: Dorotka - moja najmłodsza siostrzyczka:) Swoją drogą to przydałoby mi się studio...

Muzyka na dziś: The Kinks- You really got me (Nosi mnie na starocie. Dalej MAD MEN)




Środa_25_lipca 2012


Link 25.07.2012 :: 13:43 Komentuj (12)

Modelka: Monika Piwowarczyk
Make-up artist: Katarzyna Janik

Muzyka na dziś: Drekoty - Masłem






Czwartek_26_lipca 2012


Link 26.07.2012 :: 00:02 Komentuj (5)

Na zielska mnie wzięło i to nie jakieś wybitne. Garść chwastów, które występują wszędzie.

Muzyka na dziś: Razorlight - "I Can't Stop Feeling This Feeling I've Got"











Piątek_27_lipca 2012


Link 27.07.2012 :: 00:26 Komentuj (12)

Z ponowną wizytą na siłowni Power House w Skawinie razem z bratem i sąsiadem. Bezpośrednią inspiracją były te zdjęcia (reportaże nr: 1,2,3) z siłowni pod wiaduktem Machado Alcantara w Brazylii. Dały solidnego kopa, by zrobić własny reportaż jak wygląda ćwiczenie u nas, w Polsce.

Podziękowania dla siłowni Power House w Skawinie. Zapraszam na ich mniej oficjalny profil na facebooku: TUTAJ oraz na fan page: TUTAJ

Muzyka na dziś: Donatan RÓWNONOC "Niespokojna dusza" Chada, Słoń, Sobota (Jak nie słucham HH i rapu to sama idea tego projektu mi się spodobała. Muzyka raczej z dedykacją dla brata:))


















Środa_8_sierpnia 2012


Link 08.08.2012 :: 14:32 Komentuj (12)

Zebrało nas na dokończenie naszej motocyklowej podróży po Polsce. Z racji tego, że ulewa nie pozwoliła nam dojechać do Kłodzka miesiąc temu postanowiliśmy w myśl zasady "lepiej późno niż wcale" odwiedzić ten obszar przy najbliższej okazji. Dodatkowym orędownikiem kotliny kłodzkiej był Mariusz, który jak się dowiedział, że ominęliśmy to miejsce zagroził, że cała nasza podróż zostanie przez niego unieważniona jeśli nie naprawimy tego błędu:)

Trasa: Głogoczów - Oświęcim - Mysłowice - Gliwice - Kędzierzyn Koźle - Polanica Zdrój - Ceska Skalica - Olomouc - Ostrava - Cieszyn - Bielsko Biała - Oświęcim - Skawina - Głogoczów

Na początek mapa:



Wyjechaliśmy dość późno więc przez Kłodzko praktycznie przejeżdżaliśmy nie zwiedzając. W kolejny dzień wybraliśmy się w Góry Stołowe (Szczeliniec, Błędne Skały) i na rundkę po ciekawszych miejscach w okolicy. Nie da się ukryć, że jest tu różnorodnie jeśli chodzi o krajobrazy. Tym bardziej, że zaczęła się pora żniw - żółte pola kontrastujące z niebieskimi pagórkami to coś cudownego. Pani u której wynajmowaliśmy pokój stwierdziła, że: "Bardzo jej miło, że ją odwiedziliśmy. Ona nie wie czemu ale krakusy nie chcą jakoś tu przyjeżdżać i nie wie dlaczego". Po jednym dniu ja już wiedziałam jaki jest powód. Pagórki nazywane tu "górami" w Krakowie nazywa się "przedgórzem" albo "pogórzem" i są dostępne na pęczki w niewielkim promieniu od Krakowa. (Przykładowo ja mam w promieniu 3 km od siebie taki widok na Beskid Makowski i Babią Górę: KLIK, a taki widok z okna na to samo: KLIK) Dla Małopolan takie widoki nie są spektakularne jak Beskid jest praktycznie na miejscu. Co nie znaczy, że nie warto tu przyjechać - wręcz przeciwnie! Kotlina Kłodzka ma do zaoferowania znacznie więcej + znacznie bardziej uporządkowaną urbanistykę więc panoramy są znacznie ciekawsze:) Kolejny dzień to powrót do domu nieco na około przez Czechy. Tu też malowniczo i rolniczo. 3 dni w Kotlinie Kłodzkiej to stanowczo za mało żeby zobaczyć chociaż ułamek tego co oferuje. Nie pozostaje nic innego jak powrócić:)

Drogi: Ciężko to ocenić: bywały i naprawdę kiepskie i całkiem w porządku. Słynna "Szosa stu zakrętów" godna polecenia w odcinku Karłów - Kudowa Zdrój. Odcinek pokonany przez nas eksperymentalnie pomiędzy Szczytnem, a Karłowem przez raczej nie dostarczał przyjemności z jazdy chyba, że ktoś lubi czuć się jak łazik podczas misji na Marsie. Po czeskiej stronie również na dwoje babka wróżyła.

Architektura: Nie ma tu takiego "małopolskiego" syfu w krajobrazie więc widoki są malownicze, miasta ładnie rozlokowane w dolinach z charakterystyczną wieżą kościoła, pałacu lub zamku jako dominantą. W miastach mających rodowód uzdrowiskowy sporo budynków pamiętających kuracjuszy sprzed ubiegłego wieku. Bardzo dużo ciekawych pałacyków w różnym stopniu zniszczenia.














Poniedziałek_20_sierpnia 2012


Link 20.08.2012 :: 18:24 Komentuj (7)

Spontaniczna sesja z sympatycznym Mateuszem, przy którym ciężko mi było odmówić sobie dużej ilości portretów i zdjęć które ode mnie dostał. Poza kadrowaniem i krzywymi nie miałam żadnej pracy:)

Model: Mateusz S.

Muzyka na dziś: Django Reinhardt & Stéphane Grappelli - Minor Swing










Wtorek_21_sierpnia 2012


Link 21.08.2012 :: 23:06 Komentuj (6)

Parę zdjęć mojej siostrzyczki Oli z Markiem, które powstały po zaledwie 15 minutach focenia:) Ot tak, bo dawno par nie było.

Muzyka na dziś: Simon & Garfunkel- Bleecker Street










Czwartek_23_sierpnia 2012


Link 23.08.2012 :: 09:44 Komentuj (8)

Portreciki z siostrzyczką Olą. Fotograficznie sporo się u mnie dzieje:) W najbliższym czasie trochę nowości się szykuje.

Muzyka na dziś: BABU KRÓL - Biała lokomotywa (Polecam teledysk. Dopracowany i spójny jak na polskie realia)




Środa_29_sierpnia 2012


Link 29.08.2012 :: 00:48 Komentuj (5)

Trasa: Głogoczów - Bobrov - Namestovo - Dolny Kubin - Ruzomberok - Banska Bystrzyca - Polomka - Poprad - Tatranska Javorina - Bukowina Tatrzańska - Nowy targ - Głogoczów

Długość trasy: 465km (wg google maps)

Słowacja zawsze jest przez nas chętnie odwiedzana. Gdy kolejny raz jedziemy do naszych południowych sąsiadów część rodziny żegna nas hasłem "znowu?". Tak znowu tam:) Gdy rano jechałam do Daniela ciemne chmury kłębiły się nad Krakowem, a Tatry były doskonale widoczne bez choćby jednego obłoczku. Dwie godziny później gdy tylko spakowaliśmy kufer zaczęło kropić ale udało nam się zgubić czarne chmury tuż za Myślenicami. Kierujemy się zakopianką na południe, a następnie przez przejście graniczne w Bobrovie i wokół zalewu na Oravie.  Gdy tylko mijamy granicę pojawiają się na horyzoncie pagórki Małej Fatry. Wyczekany widok:) Skąpane w chmurach z niebieskawym poblaskiem prezentują się niezwykle doniośle na tle majestatycznego nieba. Krótki postój w Dolnym Kubinie i ruszmy dalej przez park Narodowy Wielkiej Fatry do Bańskiej Bystrzycy. Droga ta wije się pośród malowniczych wzgórz i świerkowych lasów. Czasem spadki są tak ostre, że pojawiają sie tablice informujące o konieczności zredukowania biegów do 2-ki.  Za Niżnymi Tatrami dla odmiany piękna pogoda i równie piękne widoki. Odkryliśmy nową (dla nas) i ciekawą trasę z Telegartu do Hranovnicy. Świetne serpentyny i znakomicie utrzymane. Coś pięknego dla miłośników dwóch kółek.  W Popradzie gdzie powinna się pojawić panorama Tatr Wysokich mamy  całe niebozasnute chmurami burzowymi.  Zakładamy nasze niezastąpione przeciwdeszczówki i mkniemy dalej. Chmury zrobiły niesamowity spektakl - ich pułap był znacznie niżej od szczytów, a wierchy  oświetlało popołudniowe słońce. Zawrat w takim otoczeniu to coś wspaniałego. Niestety aparat w kufrze... Mkniemy drogą pod Tatrami i na chwilę przystajemy w deszczu by podziwiać z Tatrzaskiej Javoriny Tatry Bielskie. Po Polskiej stronie już na szczęście nie pada. Za to są gigantyczne korki powracających z wakacji, które udaje sie sprawnie ominąć:)

Niestety z racji tego, że pogoda nie dopisała dwa ostatnie widoku tutaj to zdjęcia z innych wycieczek motocyklowych zrobionych przez nas w słoneczne dni.













Środa_5_września 2012


Link 05.09.2012 :: 23:05 Komentuj (9)

Chętnie kupię wolny czas.

Modelka: Patrycja
Make-up artist: Aleksandra (Serdecznie zapraszam na jej stronę TUTAJTUTAJ) - zdolna jak mało która! Cały wygląd sesji to jej zasługa:) Szczerze polecam!
Stylizacja: Biżuteria "projekt" i wykonanie mojego autorstwa

Muzyka na dziś: The Birds - You're On My Mind






Czwartek_20_września 2012


Link 20.09.2012 :: 21:27 Komentuj (5)

Jesień. Ostatnio częściej niż można byłoby to uznać za normalne włóczymy się z Danielem na dwóch kołach po Słowacji. Szkoda, że w tym sezonie nie mamy szczęścia do pogody, bo trasy i widoki naprawdę majestatyczne ale deszcz i nisko wiszące chmury ich nie upiększają... Po za tym próbuje się odkopać z zaległości zdjęciowych. Nazbierało się tego trochę.

Modelka: Asia tz. "Pani z sową":)

Muzyka na dziś: Chris Rea - Where the Blues Come From  (Odkryłam jakiś czas temu Radio BAOBAB. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Polecam)








Środa_26_września 2012


Link 26.09.2012 :: 22:28 Komentuj (4)

Zapowiedź sesji z niezwykle grzecznym Olafem:)

Muzyka na dziś: Roy Buchanan- Green Onions




Poniedziałek_1_października 2012


Link 01.10.2012 :: 12:09 Komentuj (6)

Dzieje się wszystko tylko nie to co powinno.

Model:Olaf

Muzyka na dziś: Nancy Sinatra - You Only Live Twice (Tak filmowo trochę)










Niedziela_7_października 2012


Link 07.10.2012 :: 20:21 Komentuj (13)

Lubię październik. Chyba najbardziej za tą "polską złotą jesień", na którą czekam cały rok. Moja ulubiona pora roku. Góry wtedy wyglądają cudownie:) Zresztą, góry zawsze wyglądają cudownie. Dziś, patrząc po kamerkach, szczyty na nowo pokrył tymczasowy śnieg.

Trasa zielonym szlakiem do Doliny Pięciu Stawów, przez Świstówkę do Morskiego Oka. Nieco pocztówkowo.

Muzyka na dziś: Paul David i Przyjaciele - Dobry dzień ( TU informacja jakby ktoś chciał akcję wspomóc)














Załóż bloga>

___________________

Archiwum

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011

______________________

Kategorie

Akt(3)
Architektura(16)
Beauty(8)
Bodybuilders(3)
Dzieci(6)
Fashion(23)
Motocyklowe(4)
Pejzaż(30)
Pinhole(2)
Portret(25)
Przyroda(8)
Publikacje(1)
Reportaż(3)
Ślubne / Pary(7)

______________________

Linki

JOANNA CORA 500PIX
JOANNA CORA BLOGSPOT
JOANNA CORA FAN-PAGE
JOANNA CORA FOTOLOG
JOANNA CORA MAXMODELS
JOANNA CORA WIZUALIZACJE
_________________
500PX
990PX
ARCHADEMIK
BIGPICTURE
BIUROPROJEKT
DENVERPOST
IMAGE-CONSULTING
KAROL CHMURKOWSKI
MARIUSZ BOROWIEC
NAGYITAS
THE ATLANTIC
TOTALLYCOOLPIX

______________________

O mnie / Kontakt

______________________

Księga gości

______________________


Wyślij wiadomość

Poprzednia

Następna

oglądam i polecam: agataszeliga adamkokot annajanas aster bachu blazej-witczak chata wuja freda chochel ciiiii cinemaundressed colorless danielchrzaszcz fajnamama helenaprojektuje hemlighet hemli-w-gorach

intruderownia imm islandia kinu kolczykowokwiatowo lapati lovebeer matii miastokrakow moja-fotografia mypuffs ogien pamietamy plomien pracowniawiewior soho studionavigo syrenigrod szamari wlatu zulaw

Bezprawne wykorzystanie fotografii jest naruszeniem praw autorskich do niej przysługujących, egzekwowanym na drodze sądowej.______________________________________________________________________________powered by Ownlog.com & Fotolog.pl